ZNAKI. OR 2. Poznaj sekrety kobiecości w komunikacji.

Tutaj możesz odsłuchać opowiadanie rozwojowe “ZNAKI”.

W celu wysłuchania audiobooka, przygotuj sobie słuchawki lub głośniki, znajdź wygodne miejsce, zrelaksuj się i wysłuchaj opowiadanie “Znaki”. Możesz zaprosić na odsłuchanie audiobooka także inne osoby. Wystarczy nacisnąć PLAY.

Audiobook jest bezpłatny. (Czas nagrania: 33.38)

 

Kod RSS

 

Streszczenie

Akcja opowiadania rozgrywa się w trakcie charytatywnej gali w luksusowym hotelu Boston Harbor. Inspirujące postaci, szczegółowe opisy, intrygujące zwroty akcji.

  • Autor: Piotr Mencina
  • Lektor: Piotr Antczak
  • Produkcja: Michał Roszyk, Krzysztof Kuźmiński

Tytułowe „ZNAKI” to niewerbalne aspekty naszej komunikacji. To uniwersalny język ciała, ukazujący rzeczywiste intencje, poziom zaangażowania, emocje. Przewodnikiem po świecie znaków jest Jack Hogan – wnikliwy obserwator, dyrektor hotelu. Przeczytaj lub wysłuchaj opowiadanie. Może zwrócisz uwagę na więcej szczegółów oraz spojrzysz świadomie na „ZNAKI” we własnym życiu.

Słuchając opowiadania dowiesz się:

  • Jakie gesty i zachowania są pomocne w życiu każdej kobiety?
  • Jak piękna i subtelna może być prawdziwa kobiecość?
  • Dlaczego warto być dobrym słuchaczem?
  • Czym jest spójność w wystąpieniach publicznych?
  • Jakie błędy można popełnić próbując zrobić wrażenie?
  • Jak obserwować innych ludzi i na co kierować swoją uwagę?

Po wysłuchaniu opowiadania, możesz zapoznać się z komentarzem autora oraz skorzystać z instrukcji do ćwiczeń praktycznych.

 

Tutaj możesz przeczytać opowiadanie rozwojowe “ZNAKI”.

  • Czas czytania – ok. 20-30 minut
  • 12 stron formatu A4
  • 4339 słów
  • Poziom zaawansowania – średni (3/5)
  • Treści fabularne/merytoryczne – ok. 60:40

Znaki

Rachel Banks leżała zrelaksowana w ciepłej, pachnącej kąpieli. Aromat olejku herbacianego unosił się wokół niej i koił zmysły. Gęsta piana niczym najdelikatniejsza kołdra otulała ciało.  Rachel była niezwykle piękną kobietą. Wyciągnęła się w wannie i wsparła głowę na wygodnym zagłówku. Zmysłowym ruchem zsunęła resztki mydlanej piany z szyi, ramienia i szczytów piersi. Smukłą dłonią musnęła raz jeszcze, wilgotną od wody i aromatów skórę, której jedwabiście złocista barwa, połyskiwała w świetle stłumionej lampy i świec.

Czas wstawać pomyślała i ręką zmąciła wodę. Pięknie ukształtowane, niezwykle długie palce o paznokciach w kolorze dojrzałego burgunda, wsparła na krawędzi wanny. Unosząc ociekające wodą ciało, pochwyciła puszysty ręcznik, wiszący na pokrytej jedwabną tapetą ścianie. Na jedno mgnienie oka, barwa skóry Rachel zlała się w jedność z subtelnym wzorem wyrysowanym złotą nicią. Kruczoczarne włosy otuliła delikatnie ręcznikiem i zawiązała go w finezyjny turban. Świetnie wytrenowanym ruchem uniosła kolejny ręcznik.

Znaki

Oparła zgrabną stopę na schodku i metodycznie wytarła ciało. Najpierw malutki palec, potem kolejne, wierzch i podeszwę stopy, piętę. Zanim skończyła całość rytuału, spojrzała na swoje odbicie w ogromnym lustrze, którego rama mogłaby zdobić obrazy w Luwrze. W lustrzanym odbiciu dostrzegła delikatne stopy, wyraźnie zarysowane i smukłe łydki, przechodzące w wąskie kolana i dalej ku górze, wspaniałe uda. Nieznacznie wklęsłe wewnątrz i łagodnie zaokrąglone, płynnie uzupełniające kobiece biodra, po zewnętrznej stronie. Tak, nogi, biodra i kształtna pupa to były niewątpliwie jej powody do dumy. Uśmiechnęła się do siebie, wciągnęła i tak płaski brzuch, podkreślając wytrenowane mięśnie i wąską talię. Wyprostowała plecy, ściągnęła łopatki unosząc okrągłe piersi jeszcze wyżej do góry. Długa i wąska szyja poruszyła kształtną, spowitą w turban głową. Czas w coś Cię ubrać kochana, impreza nie będzie czekać, pomyślała i radosnym dziewczęcym krokiem pobiegła do garderoby.

Znaki

Mike Brewer wisiał głową do dołu, kilkanaście metrów nad ziemią. Zwykle uśmiechnięta twarz Mike’a, tym razem była bardzo skupiona. Minęło już ponad 6 godzin od chwili gdy jego paralotnia z hukiem wbiła się w wielki konar. Kolorowe skrzydło straszyło pogiętą konstrukcją i wielką dziurą w poszyciu. Siła uderzenia była tak wielka, że Mike wypadł ze swojego fotela. Z pewnością zginąłby tutaj na miejscu, gdyby nie pojedynczy pas i plecak od spadochronu, który rozerwał się na dwie równe części. Zapięcia i pasy plecaka ściśle obejmowały Mike’a, ratując mu życie, gdy uwolniona czasza i linki wplątywały się w mocne konary.  Niestety uderzenie o pień pozbawiło go przytomności na kilka godzin. Mike lubił przygody, jednak tym razem musiał zdobyć się na maksimum woli, wiedzy i doświadczenia by przetrwać i dotrzeć do domu. Suche od wiatru usta były spierzchnięte i popękane. Sącząca się z okolicy lewego ucha krew zalała mu oko i jasne włosy. Mike był mocno poobijany.

Znaki

W lot pojął co mogło się zdarzyć. Spróbował poruszyć nogami – udało się. Teraz ramiona, tułów i głowa. Odetchnął z ulgą. Czuł każdy, nawet wcześniej nieznany mięsień swojego ciała. Odruchowo sięgnął do miejsca gdzie zawsze miał przyczepiony radio-telefon. Grymas zawodu przebiegł przez twarz – pewnie oderwał się w trakcie wypadku. Mike był zdany tylko na siebie. Pomimo bólu, wysiłkiem woli uniósł głowę i tułów. Rozejrzał się dookoła by ocenić sytuację. Do ziemi było daleko, zbyt daleko by wykonać bezpieczny skok. Wspinaczka po linkach spadochronu – możliwa ale bardzo wyczerpująca i niebezpieczna, bo linki mogą się w każdej chwili wyplątać z konarów. Z drugiej strony, skoro wytrzymały uderzenie i jego ciężar przez kilka godzin, powinny wytrzymać, pomyślał. Trzecie rozwiązanie najbardziej korciło Mike’a. Gdyby tak rozhuśtać linki i złapać się pnia. Mike dostrzegł kilka pomniejszych konarów, układających się w stopnie, po których zejdzie parę metrów niżej i skoczy. Prawdopodobnie były już suche, jednak przy samym pniu wciąż wystarczająco mocne, by utrzymać ciężar muskularnego ciała.

Znaki

Przy pierwszej próbie, wężowate ruchy Mike’a były zbyt słabe. Wahadło z linek nie doniosło go do grubego pnia. Kolejna próba prawie zakończyła się sukcesem, choć było blisko, Mike nie dosięgnął żadnego z konarów przy pniu. Musiał dać z siebie jeszcze więcej. Sprężył się niczym kot i metodycznie rozbujał wahadło. Gdy leciał z narastającym pędem w stronę pnia, niespodziewanie linki poluzowały się. Mike stracił oparcie, teraz albo nigdy – jedyna myśl przebiegła mu z kosmiczną prędkością przez głowę. Wyciągnął ramiona w stronę pnia i konaru a całe ciało naprężył w ich kierunku, tak by przybliżyć się chociaż o centymetry do upragnionego celu. Palce chwyciły gałąź. Rozległ się złowrogi trzask ale konar wytrzymał. Ciało Mike’a, złączone z konarem stalowym uściskiem tylko jednej dłoni, wykonało nagły zwrot w powietrzu i z całym impetem głucho walnęło w drzewo. Mike przywarł do niego całym sobą, jak do najbliższej istoty a drugim ramieniem i nogami objął je z całych sił. Odetchnął z ulgą. Było naprawdę blisko pomyślał.

Znaki

Kryształowa Sala Balowa Hotelu Boston Harbor była już prawie gotowa. Doroczny bal charytatywny, ku pamięci Nigela Banksa, pradziadka Rachel i filantropa, nie przypadkowo odbywał się zawsze tutaj. Słynący z wykwintnej kuchni, luksusowy hotel z tradycjami, był elegancko usytuowany na nabrzeżu, w samym centrum dzielnicy finansów. Spełniał wszystkie wymogi. Lokalizacja, klasyczna architektura, widok na ocean. Jednak największy atut stanowił personel. Zawsze na miejscu, dyskretny, obyty w obsłudze elit. Przy tak ważnej imprezie, osobistą pieczę nad wszystkim, będzie sprawował dyrektor hotelu, Jack Hogan. Tylko on zna wszystkich gości i wie jak im dogodzić. Tradycyjnie, będą tam wszyscy. Burmistrz Hugh Boldman, radny Salzman, Jane Stewart – wydawca Boston News, biznesmeni, artyści, mistrzowie skalpela i adwokaci. „Creme de la creme” społeczności. Jack Hogan cieszył się na dzisiejszy wieczór. Lubił rodzinę Banksów. Należy do elity bostońskich rodów. Klasyczna fortuna budowana przez kilka pokoleń, oparta na silnych wartościach i wiedzy.

Znaki

Zawsze kulturalni, otwarci i zaangażowani w ważne społecznie projekty. Tym razem będą zbierali fundusze dla niepełnosprawnych sportowców ze Special Olympics. Jack lubił szczególnie Rachel. Podziwiał jej urodę i sposób życia. Zwłaszcza podziwiał  odwagę i konsekwencję w wyborze własnej życiowej drogi. Rachel była nie tylko piękną ale i świadomą swojej wartości kobietą. Absolwentka prestiżowego wydziału prawa na Uniwersytecie Harvarda, mogła rozpocząć karierę w rodzinnej lub każdej innej firmie. Mogła także bogato wyjść za mąż, łącząc lokalne interesy z wychowywaniem dzieci. Jednak ambitna dziewczyna wolała pójść inną drogą. Założyła własną kancelarię i prowadzi sprawy organizacji pozarządowych. To aż dziwne, że wciąż nie ma męża pomyślał. A może i dobrze – niech znajdzie prawdziwą miłość. Jej rówieśnice, pochodzące z podobnie zamożnych rodzin, najczęściej nie robią nic lub zajmują pozorowane pozycje w biznesach rodziców. Wychodzą szybko za mąż za sobie podobnych. Jack znał je prawie wszystkie, bo często, całymi godzinami, przesiadują w lobby lub kafeterii jego hotelu.

Znaki

Jack cieszył się również z innego powodu. Tak wielu wspaniałych gości, przedstawicieli różnych narodowości i kultur, to okazja by oddać się pasji, którą Jack rozwijał od lat. Goście będą się komunikować na różne sposoby. Będą się przekonywać, oszukiwać, próbować zaciągnąć do łóżka. Będą mówili wieloma językami, jednak dla Jacka liczył się tylko jeden. Uniwersalny język ciała. Język szczerości, prawdziwych emocji, rzeczywistych intencji.

Punktualnie o godzinie 19, Jack Hogan stanął na czerwonym dywanie u boku Mary i Toeodora Banksów, gospodarzy i fundatorów balu. Zawsze im towarzyszył. Służył informacją gdy zapominali imion lub nazwisk niektórych gości. Rozwiązywał natychmiast ewentualne problemy. Cenili jego profesjonalizm i takt.

Pierwsze limuzyny majestatycznie podjeżdżały do wejścia VIP na głównym dziedzińcu. Eleganckie pary zbliżały się do Mary i Teodora. Lekkie dygnięcie, uścisk dłoni na powitanie, kilka lakonicznych słów. Zwyczajowy rytuał.

Znaki

Jednak Jack już na tym etapie dostrzegał szczegóły relacji. Bardziej serdeczny uścisk, dłuższy kontakt wzrokowy, ciepły uśmiech lub grymas samymi ustami. Wyraźnie nie wszyscy byli tu tak samo lubiani.

Zbliżała się godzina 20, lecz państwo Banks wciąż witali kolejnych gości. Czekali na przybycie kilku gwiazd show biznesu i tajemniczej postaci z Waszyngtonu. Właśnie, z rykiem pełnej mocy ogromnego silnika, podjechał czerwony sportowy kabriolet. Na widok kierowcy, młodsza część publiczności zaczęła krzyczeć, skandować a młode dziewczęta piszczeć niemiłosiernie.

Szczuplutki blondynek wyskoczył z auta bez otwierania drzwi i podbiegł do grupy rozhisteryzowanych nastolatek. Podskakując dotykał ich włosów i wyciągniętych dłoni. Po chwili skierował się w stronę gospodarzy. Zaskoczony Teodor dyskretnie odwrócił się z pytającym wyrazem twarzy w stronę Jacka. Justin Joy – gwiazda muzyki POP – usłużnie podpowiedział.

Znaki

To miło, że jesteś z nami Justin – powiedział Teodor wyciągając na powitanie dłoń.

W tym samym czasie pojawiła się limuzyna burmistrza.

Jack uśmiechnął się w myślach – zaraz się zacznie.

Hugh sprawnie wysiadł z auta i dynamicznym krokiem podszedł do gospodarzy. Cześć Mary, Cześć Teodor – świetnie wyglądacie wypalił od razu, jednocześnie szukając wzrokiem fleszy i dziennikarzy. Teatralne uściski, dłuższe niż zwykle potrząsanie dłonią, objęcia i pozy do kamer. Wystudiowany teatr na potrzeby wyborców. Hugh Boldman lubił takie przyjęcia. Zawsze przychodził sam lub w towarzystwie asystentki, młodziutkiej Alice Row. To dobre miejsce by zabiegać o głosy i fundusze na przyszłe wybory.

Znaki

Hugh był pewny siebie, nadmiernie ekspresyjny, potrafił się zachowywać z wyższością. Zdarzało się, że próbował „skraść show” gospodarzom skupiając całą uwagę na sobie. Tym razem do tego nie dojdzie. Gdy siódmy uśmiech gościł na twarzy Boldmana, na podjazd wjechały trzy samochody. Dwa czarne Suvy a pomiędzy nimi wielka limuzyna z łopoczącą amerykańską flagą, przytroczoną na króćcu do  karoserii. Z terenówek wyskoczyli silni mężczyźni o twarzach bez wyrazu, częściowo ukrytych za ciemnymi okularami. Mary i Teodor odetchnęli z ulgą i ruszyli na powitanie gościa, pozostawiając Boldmana za sobą. Szofer otworzył drzwi i podał pomocną dłoń. W drzwiach limuzyny ukazała się drobna kobieca postać. Choć była w wieku rodziców Rachel, wciąż piękne i władcze rysy twarzy skupiały uwagę. Smukła figura, elegancka czarna suknia i szpileczki z charakterystyczną czerwoną podeszwą na stopach, dopełniały wizerunku całości.

Jack nie był pewien ale chyba dostrzegł na kostce, tuż przy paseczku pantofla, mały tatuaż. Nieźle, pomyślał szczerze rozbawiony.

Znaki

Początkowo dość oficjalnie uniosła dłoń i powitała zgromadzoną publiczność. Jednak na widok Mary i Todora wyraźnie się ożywiła, nawet trochę podbiegła. Objęli się czule we trójkę, tak jak dawniej, podczas studenckich wypraw. Jak dobrze Cię znowu widzieć Jane, powiedziała Mary a Teodor objął ją jeszcze mocniej.

Tym razem we trójkę, złączeni przyjacielskim uściskiem odwrócili się do dziennikarzy. Teodor w środku, obejmował obie pozdrawiające publiczność Panie. Nagle, mężczyźni w okularach otoczyli ich zgrabnym półkolem i cała trójka skierowała się do wejścia, pozostawiając zaskoczonego i samotnego Boldmana na czerwonym dywanie.

Cholera, skąd oni ją znają, zaklął. Boldman jeszcze próbował coś powiedzieć, powitać – zaistnieć, jednak szpaler ochrony był nie do przebicia.  Poszuka swojej szansy w środku.

Znaki

Jane Strong była niezwykle wpływową kobietą. Sekretarz Stanu w kancelarii urzędującego Prezydenta to extra liga. Kalendarz wypełniony co do minuty, ochrona i rządowy samolot zawsze gotowy do startu. Spotkania, podróże i negocjacje – koronowane głowy, premierzy i ministrowie. Czasami już miała dość. Była świetna w pracy, jednak nie miała czasu na życie prywatne. Początkowo szczęśliwe małżeństwo, stopniowo zamieniało się w układ pełen chłodu i kalkulacji. Dobrze, że chociaż miała dziecko. Biedny chłopak pozbawiony zainteresowania, stałego oparcia. Zawsze musiał zabiegać o uczucia walczących o swoją karierę rodziców. Świetne szkoły z internatem, opiekunowie, jazda konna, sztuki walki i tenis. Był zdolny. Wszystko przychodziło mu łatwo. Nawet to, że szybko zrozumiał, że nie chce żyć tak jak oni.

Znaki

Studia ukończył w Europie, z dala od polityki i zgiełku. Potem Azja, Afryka – różne projekty daleko od domu. Początkowo strzępy informacji o jego życiu docierały przez babcię. Później agenci Secret Service zdawali raporty. Gdy Mary zadzwoniła z zaproszeniem na ich doroczny bal nie wiedziała co zrobić. Wróciły emocje i piękne wspomnienia. Byli nierozłączni. Na przerwach pomiędzy wykładami, w uczelnianym kambuzie, na imprezach, wyprawach i krajoznawczych wycieczkach. Unikalna więź ducha i inteligencji. Trójka z Harvarda mówiono o nich. Wszyscy piękni, zdolni i młodzi. Mary niezwykle ciepła i wrażliwa, Teodor  rozsądny a Jane – harda, wiecznie poszukująca lepszych rozwiązań. Pociągała ich w sobie odmienność. Różniła ich dynamika. Z tamtych czasów pozostała im wspólna pamiątka – mały tatuaż pod kostką, tuż ponad stopą, zrobiony gdzieś w porcie w Cancun.

Znaki

Teodor wybrał Mary. Jane poczuła się nagle zdradzona. Choć nigdy, nie było w ich relacjach żadnych podtekstów, gdzieś w głębi jej serca, tliło się gorące pragnienie a nawet uczucie. Związek przyjaciół mocno zabolał. Nawet raz próbowała odwrócić losy porażki, jednak pomimo dogodnej okazji, Teodor pozostał nieugięty i nazbyt rozsądny. Po latach, gdy dowiadywała się o kolejnych zdradach męża, szanowała go za to w myślach. Nie wiedziała też, czy Mary kiedykolwiek dowiedziała się o tej żałosnej próbie. Jednak teraz, po chwili rozmowy z Mary, stało się jasne, że bardzo chcieli ją znowu zobaczyć. Ciepły i szczery głos przyjaciółki zapraszał a okazja była wspaniała.

Jak dawniej, objęci, w wesołych nastrojach wchodzili do wnętrza kryształowej komnaty. Towarzyszył im pomruk zachwytu oraz oklaski licznie zgromadzonych gości. Ustępowali  miejsca, torując drogę do sceny, na której z kwiatami czekała Rachel i jej młodszy brat  Michael. Sukcesy Jane, zwłaszcza te na Bliskim Wschodzie, były powszechnie znane a ludzie cenili ją za to. Brawa się nasiliły, gdy Rachel wręczyła jej bukiet róż.

Znaki

Cudownie wyglądasz, szepnęła do ucha dziewczynie.

Dziękuję ciociu, odpowiedziała Rachel.

Było coś zaskakującego i niezwykłego w tej krótkiej wymianie uprzejmości. Jane poczuła się cząstką rodziny. Musieli sporo o niej rozmawiać.

Któryś z agentów chciał przejąć dorodne kwiaty, jednak wzruszona Jane zatrzymała je w dłoniach. Pięknie komponowały się na tle satynowej sukni.

Już pierwsze słowa Jane, wypowiadane do mikrofonu, wskazywały, że będzie to przemówienie inne niż wszystkie. Mówiła o prawdziwej przyjaźni i szczerych wartościach. O latach beztroski, o życiu pełnym wyzwań i sukcesów. Stało się jasne, że wciąż kochała tych dwoje jak dawniej. To świadectwo przyjaźni, to były najpiękniejsze chwile w jej życiu od lat.

Znaki

Jack Hogan widział i słyszał wiele przemówień. Nie miał żadnych wątpliwości – mówiła szczerze. Stała na scenie odważnie, patrząc w tysiące oczu. Jej głos był niski i dźwięczny, wydobywał się z ust i gardła zasilanych prosto z serca. Wyprostowane ciało, oparte na stabilnie ustawionych nogach, pomimo wciąż ściskanego bukietu, było symetryczne – wspierało swą mocą każdą głoskę a naturalny uśmiech wzbudzał sympatię. Kiedy skończyła, zapadła cisza. 2-3 sekundy absolutnej ciszy, po której nastąpiła eksplozja. Publiczność powstała z miejsc. Ludzie bili brawo i wiwatowali a trochę speszona Jane kłaniała się ze sceny. Wzruszona Mary podeszła i ze łzami w oczach przytuliła Jane. Nawet jak zwykle rozsądny Teodor, nie mógł ukryć wzruszenia.

Trudno było wyobrazić sobie lepszy początek balu. Jack dał subtelny znak dyrygentowi. Pierwsze takty ulubionych standardów wprowadziły wspaniały nastrój a taniec w wykonaniu gospodarzy zachęcił także i innych. Kelnerzy pojawili się jak spod ziemi. Podawali fantazyjne przekąski i kolorowe drinki.  Cegiełki na rzecz sportowców „rozchodziły się jak ciepłe bułeczki”. Goście zebrali się w grupki, zgodnie ze społeczną przynależnością i preferencjami.

Znaki

Jack Hogan zajął swoją ulubioną pozycję na galerii, tuż obok sceny. Stąd rozpościerał się widok na całą salę. Właśnie zaczynały się prawdziwe podchody. Spojrzał na Hugh Boldmana i wiedział, że zaatakuje pierwszy.  Jego ciało było napięte, bardzo ruchliwe. Płytki oddech zdradzał intensywne emocje. Prowadził co prawda krótkie, zdawkowe rozmowy, jednak nie patrzył rozmówcom w oczy, bo całą uwagę skupiał na poszukiwaniu Jane. To błąd. Pozostawił bardzo złe wrażenie. Stracił być może jedyną szansę na pozyskanie kilku wpływowych osób. W końcu ją dostrzegł, w rogu sali pod pięknym obrazem. Stała w kręgu kilku znajomych i celebrytów. Byli tam Mary i Teodor Banks, Rachel, Jane Stewart, Gary Gray z Boston Celtics, młodziutki gwiazdor Justin Roy i kilku dziedziców fortun, wyraźnie zainteresowanych Rachel. Hugh ruszył jak taran do przodu. Gdy zbliżał się do celu, dostrzegł go jeden z ochroniarzy Jane i chciał mu zastawić drogę. Na szczęście Mary dostrzegła go także.

Hugh – zawołała, dobrze że jesteś, już się martwiliśmy co się z tobą dzieje. Na te słowa ochroniarz stanął jak wryty i zaniechał kłopotliwej interwencji. Natomiast Mary przytomnie kontynuowała – Jane pozwól, że Ci przedstawię – Hugh Boldman, nasz burmistrz.

Znaki

Rozemocjonowany Hugh wyciągnął pierwszy spoconą rękę do powitania, nie czekając na to, co zrobi Jane. Ten błąd kosztował go znacznie więcej. Najadł się wstydu a skonfundowani goście odruchowo odwrócili głowy, kiedy Jane pozostawiła wyciągniętą w powietrzu dłoń bez odpowiedzi. Dzień dobry panie Boldman, powiedziała uprzejmie. Dzień dobry odpowiedział niepewnym, łamiącym się głosem.

Jack widział ze swojej galerii bolesny upadek Boldmana. Niestety dobre maniery to nie jest jego mocna strona. Złamał trzy główne zasady naraz: wyższa ranga decyduje, kobieta decyduje, starsza osoba decyduje.

Jack widział również, jak młodzi mężczyźni próbowali zwrócić na siebie uwagę Rachel. Próbowali na zmianę. Jeden stroszył się mocno jak paw, stojąc nieomal w rozkroku, z rękoma w kieszeniach i wysoko uniesioną głową. Drugi nacierał pochylony do przodu, ograniczając jej przestrzeń. Trzeci gestykulował intensywnie, raz nawet zahaczając ją dłonią. Wszyscy gadali i gadali – z pewnością głównie o sobie. Żaden nawet nie pomyślał, czy jego zabiegi odnoszą skutek. Wystarczyło na moment zatrzymać się trochę, spojrzeć na coraz bardziej znudzoną dziewczynę. Może należało zadać jakieś pytanie i wysłuchać z uwagą, co ta niezwykle mądra kobieta ma do powiedzenia. Może wystarczyło spojrzeć jak stoi, jak trzyma ramiona, dokąd kieruje stopy… Może, może…

Znaki

Po incydencie z Hugh, Jane opowiadała swoje wrażenia z jednej ze wspólnych wypraw z przeszłości. Właśnie gdy zrobiła krótką przerwę na oddech, zdarzyło się coś, co odmieniło jej życie. Zasłuchani w opowieść słuchacze, także usłyszeli ten głos – męski, szorstki i jedwabisty zarazem:

To było wspaniałe przemówienie.

Jane zaniemówiła z wrażenia. Poczuła jak nogi lekko ugięły się pod nią a świat zawirował. Żelazna Dama z Waszyngtonu, najtwardsza z twardych, niepewnym ruchem odwróciła się, by stanąć twarzą w twarz  z mężczyzną, którego nie widziała od lat. Stał oparty o marmurową kolumnę. Przystojny, w eleganckim garniturze i rozpiętej koszuli prezentował się doskonale. Jasne włosy opadały na czoło i opaloną twarz. Drobne zadrapania i dwudniowy zarost dodawały mu męskości. Chyba nawet dostrzegła rozległą siną plamę wokół ucha i skroni. Gdzie byłeś? Co ci się stało Mike, szepnęła wyciągając ręce do powitania.

Znaki

Mike Brewer także wyciągnął ręce i objął ją nadzwyczaj czule. Jane, pierwszy raz od bardzo dawna, nie wiedziała co zrobić. Na szczęście Mike nie zwalniał uścisku. Stali wtuleni w siebie przez dłuższą chwilę. Zaskoczeni znajomi i przyjaciele także celebrowali ten stan. Wreszcie Jane wyszeptała – dobrze, że jesteś synku. Tak Mamo. Objęci, odwrócili się do zaskoczonych przyjaciół, którzy zaczynali bić brawo. Mary i Teodor podeszli pierwsi. Długo kazałeś na siebie czekać Mike, z udawaną groźbą w głosie powiedziała Mary. Wyrosłeś na prawdziwego mężczyznę dodał Teodor. Rachel pamiętała zawsze umorusanego chłopczyka, który nie mógł usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż chwilę. Brudne rączki, podrapane kolana, krwawiąca bródka lub czoło – nie był to obraz typowego dzieciątka z wyższych sfer. Jednak zawsze było w nim coś pociągającego.

Znaki

Pewnie chcecie zostać ze sobą sami, zaproponował Teodor. Mike spojrzał na Mamę i odpowiedział – będzie na to czas, zostanę w kraju na trochę. To wasze wspaniałe  przyjęcie. Bawmy się. Wciąż zahipnotyzowana sytuacją Jane, patrzyła z podziwem na syna. Tak, tak – będzie na to czas powtórzyła bezwiednie. Jack Hogan widział ze swojej galerii to, co się wydarzyło w narożniku sali. Nie znał Mike’a, i nie słyszał rozmowy, jednak wszystko zrozumiał po mowie ciała. Kobieta tej rangi co Jane, nie zwróciłaby nigdy uwagi na przypadkowego mężczyznę – a już na pewno publicznie, wśród przyjaciół i dziennikarzy. Mike, choć przystojny, był przynajmniej 25 lat od niej młodszy. Poziom zmieszania, chwilowa niepewność, fizyczna bliskość przy powitaniu a na koniec eksplozja radości, mówią same za siebie – ktoś bardzo bliski odnaleziony. Serdeczne przyjęcie przyjaciół z przeszłości wskazuje na syna. Jack widział także reakcje innych. Zdumienie, zaskoczenie, oczarowanie. Jednak skupił swoją uwagę na Rachel, która nagle się ożywiła, tak jakby powróciły dobre wspomnienia. Prócz ożywienia, było w jej zachowaniu coś więcej. Coś na granicy zauroczenia i flirtu. Nie potrafiła nad tym zapanować a Mike całym sobą „dolewał oliwy do ognia”.

Znaki

Nieomal natychmiast, stanęli nieznacznie z boku, naprzeciw siebie, może nawet trochę niegrzecznie, odcinając innych od własnego pola. Jednak dla pozostałych to chyba nie miało znaczenia, bo również zajęli się sobą. To co się działo później, wyglądało tak, jakby w pięć minut chcieli nadrobić jakiś bezcenny, stracony czas.Rachel rozkwitła przy świetnym słuchaczu, ochoczo opowiadała i gestykulowała dając mu liczne ZNAKI. Czasem nieznacznie przechylała głowę, odsłaniając długą i piękną szyję. Innym razem z uśmiechem na twarzy, kręciła loki palcami, kierując smukłe nadgarstki i nagie ramiona w jego stronę. Całe ciało Rachel tworzyło wyrazistą orkiestrę. Zgrabnie przenosiła ciężar ciała z jednej stopy na drugą, powodując, że krągłe biodra i talia stawały się jeszcze bardziej zalotne. Niekiedy, delikatnie muskała dłonią połyskującą suknię na wysokości brzucha lub ud. Śmiała się szczerze i chętnie. Mike odwzajemniał to zainteresowanie. Wpatrzony w Rachel, początkowo skupiał wzrok na jej twarzy.

Znaki

W miarę rozwoju akcji, z uśmiechem amanta, zerkał na dekolt i brzuch. Raz nawet, pod pozorem techniki tanecznej, obrócił ją lekko i spojrzał ukradkiem na kształtne łydki i pupę. Rachel z dziewczęcą radością poddawała się tej lustracji, odchylając głowę, prostując plecy, unosząc piersi.

Jack chyba nigdy nie widział jej w tak dobrej formie. Patrzył z podziwem i radością bo dobrze jej życzył.

Mike sprawiał również wspaniałe wrażenie. Naprawdę męski, przystojny, odważny w postawie i gestach. Wiedział co robi i do czego dąży. Jednocześnie szarmancki, wyrozumiały i ciepły. Potrafił słuchać, aktywnie podążał za słowami Rachel bardzo skupiony. Kiedy Ona mówiła, Jego wzrok i postawa były skoncentrowane tylko na niej.

Znaki

Jack widział jak jego ciało wczuwa się w sytuację i dostraja do emocji kobiety. Musiał mieć także poczucie humoru bo najpiękniejszy uśmiech na balu, nie znikał z jej twarzy. Patrzenie na tych dwoje to była przyjemność. Pewnie z bliska trudno by było to zauważyć. Ale z oddali, Jack widział coś, co przypominało taniec. Od pierwszych chwil bardzo rytmiczny i spójny. Początkowo spokojny, zmieniał tempo i wyraz. Oboje tancerze nie znali kroków. Tworzyli je sami oraz zmieniali dystans.

Czas szybko mijał. Rachel dotknęła jego twarzy, tam gdzie liczne gałęzie, w trakcie wypadku, pozostawiły swoje ślady. To silny sygnał – dowód bliskości i zaufania. Gdyby była mu obojętna, pewnie nie zrobiłby nic. Jednak on przechwycił jej dłoń i delikatnie pocałował we wnętrzu. To był wspaniały wieczór powiedział. Czy mogę Cię odprowadzić do domu?

Znaki

Bal powoli dobiegał końca. Jack dołączył do Mary i Teodora. Przy wyjściu wspólnie żegnali gości, którzy w większości, w doborowych nastrojach opuszczali salę. Jack wiedział, że klasę ludzi można zaobserwować na końcu spotkania. Na przykład Justin Joy, w rozpiętej do pasa koszuli, przetoczył się właśnie obok gospodarzy. Otoczony wianuszkiem hałaśliwe wesołych kobiet, wyszedł właściwie bez pożegnania. Nieco niepewny Hugh Boldman podszedł do Mary i Teodora. Tym razem w skupieniu czekał na kobiecą dłoń. Mary z uśmiechem podała mu ją i przyciągnęła go do siebie. Wpadnij do nas w przyszłym tygodniu – powiedziała serdecznie. Mamy dla Ciebie kilka ciekawych spraw.

Przez moment, przy wyjściu ustawiła się nawet nieduża kolejka. To przedstawiciele starej elity miasta i przyjaciele, po kolei, wyrażali swój zachwyt i podziękowania. Jack z satysfakcją zauważył, że nie był jedyną osobą, która kibicowała Rachel.

Znaki

Eleonora Wise, dystyngowana wdowa po sędzim Robercie Wise, przystanęła na chwilę. Objęła Mary i Teodora ramionami ukrytymi pod długimi koronkowymi rękawiczkami.

Oj czuję, że niedługo się znowu spotkamy, powiedziała z radością „puszczając w ich stronę wesoło oczko”. Mary i Teodor spojrzeli zaskoczeni na siebie.

Ten Mike robi bardzo dobre wrażenie, kontynuowała. Potrafi być zaskakujący, taki awanturnik trochę, pasują z Rachel do siebie, dodała Eleonora.

Jack Hogan także pożegnał gospodarzy. Usłyszał przy tej okazji wiele serdecznych słów i podziękowań. Za sprawną organizację, wspaniały dobór muzyki i dań.

Kiedy już było po wszystkim, Jack usiadł raz jeszcze w swoim ulubionym fotelu na galerii. Zamoczył usta w kieliszku wina i poluzował muchę. Odchylił głowę, przymknął oczy i wyobraził sobie to, co działo się dzisiaj na balu. Raz jeszcze zobaczył nareszcie szczęśliwą Rachel. Tak, Eleonora Wise miała rację. To będzie piękne wesele.

Koniec

Jak wysyłać prawidłowe znaki niewerbalne w komunikacji?

Tajemnicza kobieta wysyła zalotne znaki

Komentarz

Codziennie uczestniczymy w różnych formach relacji społecznych. Każda jest grą, która może odbywać się w sferze werbalnej i niewerbalnej. Osoby odnoszące sukcesy w tej grze, są SPÓJNE w swoich komunikatach.

SPÓJNE – czyli ich mowa ciała potwierdza i wzmacnia wypowiadane słowa. Ludzie spójni sprawiają wrażenie szczerych, pewnych siebie, zaangażowanych. Łatwiej pozyskują zainteresowanie i uległość innych. Jednak uwaga – mogą być również spójni w technikach manipulacji – np: manifestowaniu fałszywej uległości czy przyjaźni w celu osiągnięcia konkretnych korzyści.

Kiedy słuchamy sprawnego mówcy, możemy łatwo ulec jego urokowi. Na szczęście wystarczy wiedza i intuicja, żeby odkryć jego prawdziwe intencje. Jako wnikliwy obserwator, możesz odróżnić zachowania wyuczone od naturalnych. Możesz dostrzec sekwencje następujących po sobie, powtarzających się wzorów i reakcji ciała.

Podobnie mówca, może zorientować się, czy jego przekaz dociera do Ciebie we właściwy sposób. Jedynie ktoś bardzo nieudolny lub zadufany, nie zauważy oznak znudzenia, braku zainteresowania czy nawet wrogości.

Interpretując komunikację drugiego człowieka, bądź bardzo ostrożnym. Powstrzymuj się przed formułowaniem ocen na podstawie pojedynczej cechy np.: subiektywna ocena urody lub bogactwo, mogą wpływać na wnioskowanie o mądrości drugiej osoby. Tymczasem nie ma żadnego związku pomiędzy tymi cechami. Podobnie, na podstawie pojedynczej postawy ciała lub gestu, nie uzyskamy wystarczającej wiedzy, do formułowania wiarygodnej oceny aktualnego stanu emocjonalnego osoby.

Dopiero zespół kilku, występujących po sobie postaw lub gestów, w połączeniu z mimiką, analizą głębokości oddechu, siłą i źródłem emisji głosu tworzą pełniejszą podstawę do ocen.

 

Ćwiczenie praktyczne

Obserwacja zachowania ludzi w relacjach społecznych.

Gdy znajdziesz się w miejscu publicznym, w którym masz dostęp do licznych relacji, postaraj się świadomie obserwować zachowania ludzi. Może to być impreza firmowa, kawiarnia, korytarz na uczelni lub dworcowa poczekalnia. Wszędzie tam, gdzie są ludzie możesz ich obserwować. Postaraj się robić to bardzo taktownie – z dystansu.

Wybierz aktywną parę – najlepiej dwoje przyjaciół.

Zacznij od prostego zadania – spróbuj ustalić na podstawie postaw i gestykulacji, jaki jest znak intencji w ich relacji (+)pozytywny czy (-)negatywny. Skieruj swoją uwagę na:

  • Naturalność i symetryczność postaw
  • Spójność i dynamikę gestykulacji
  • Kontakt wzrokowy – czy patrzą sobie w oczy oraz jak długo
  • Fizjologiczne objawy np: pocenie się, czerwienienie się i inne

Jakie emocje towarzyszą relacji?

  • Zwróć uwagę na mimikę – kąciki ust i oczu, zmiany mimiczne na czole
  • Obserwuj ruchy całego ciała i poszczególnych elementów np.: mimowolne ruchy palców, dłoni, stóp lub całych kończyn
  • Czy oddech jest spokojny, głęboki – czy raczej szybki i płytki

Teraz skup się na treści

  • Czy obie strony są tak samo zaangażowane w temat rozmowy?
    • Jeśli nie – co na to wskazuje
    • Jeśli tak – co na to wskazuje
  • Spróbuj odkryć jaki może być temat rozmowy?

Chcesz wiedzieć więcej?

Zapraszam na coachingi oraz szkolenia.

 

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

SEO Powered by Platinum SEO from Techblissonline